spory o emeryturę górniczą

30 września 2011

 

Wśród sporów dotyczących ustawy o emeryturach wiele emocji wśród społeczeństwa budzi emerytura górnicza. I to nie tylko jej wysokość, nie tylko wiek uprawniający do przejścia na nią, ale i inne problemy z tym związane. Obecne przywileje emerytalne kosztują nas rocznie 20 mld zł. Najwięcej świadczenia górników. Korzystają z wyjątkowo hojnego sposobu wyliczania emerytur. To jedyna grupa zawodowa, w wypadku której dla każdego roku zatrudnienia ZUS stale przyjmuje przelicznik 1,8. W efekcie emerytura górnicza wynosi średnio 3,3 tys. zł. Pozostali dostają 1,7 tys., a np. samozatrudnieni – 1,1 tys. Górnicy jako jedyni zachowali też prawo do odchodzenia z rynku pracy bez względu na wiek, bo w 2005 roku protestami pod Sejmem wywalczyli sobie odrębny system. Dwie trzecie górników odchodzi z pracy przed 50 rokiem życia – wynika z najnowszych danych ZUS. Te przywileje kosztują. Na przykład w Czechach wiek emerytalny górnika jest taki sam jak w systemie powszechnym. Wynosi 63 lata, górnicy pracują choć niekoniecznie pod ziemią. Pan Jan zatrudnił się na kopalni zaraz po szkole zawodowej. Z pracy odszedł po 32 latach, mając 52 lata. Jego emerytura to "3 tys. z kawałkiem", czyli górnicza średnia. Do tego dostaje co roku deputat węglowy – to dodatkowe kilkaset złotych. Kopalnia zaprasza go rokrocznie na barbórkę. – Od czasu do czasu gdzieś dorobię na budowie. Dzieci odchowane, pracują. Nie ma co narzekać – mówi. Niemal co dziesiąta złotówka, którą ZUS wydaje na emerytury, trafia do kieszeni byłych pracowników kopalni. Kosztuje nas to dodatkowo 4 mld zł rocznie. Rząd nie zamierza tego zmieniać. Niezależnie od opcji politycznej wizyta w kopalni stała się żelaznym punktem grafiku każdego kolejnego szefa rządu. Premier Donald Tusk obiecał, że nie ruszy tzw. ustawy górniczej przyznającej górnikom superprzywileje emerytalne. Dyskusje toczą się dalej. Górnicy powinni więc być tak jak inni pracujący w szczególnych warunkach objęci systemem emerytur pomostowych. Wtedy mniejsza byłaby liczba osób uprawnionych do wcześniejszego odchodzenia z rynku pracy, objąłby też ich wiek emerytalny. Ponadto na świadczenia składałyby się kopalnie, które korzystają z ich pracy, a nie wyłącznie podatnicy. Ustawa o pomostówkach nakłada bowiem na firmy, które zatrudniają osoby uprawnione do tych świadczeń, obowiązek opłacania za nie składek do ZUS. Wynoszą one 1,5 proc. ich pensji brutto. Z tym nie powinno być problemu, bo w pierwszych dwóch miesiącach tego roku górnictwo węgla kamiennego zarobiło ponad 412 mln zł. Takie dane przedstawiła wczoraj wiceminister gospodarki Joanna Strzelec-Łobodzińska. Ocenia ona, że z koniunktury na węgiel korzystają obecnie wszystkie górnicze spółki, nie tylko te największe. Póki co górnicy w ZUS zachowali bezterminowe prawo do świadczeń wyliczanych po staremu – z uwzględnieniem kwoty bazowej, okresów składkowych i nieskładkowych oraz podstawy wymiaru świadczenia, mają prawo do odchodzenia z rynku pracy bez względu na wiek – po 25 latach, mają korzystny sposób wyliczania pracy – np. rok pracy pod ziemią ZUS traktuje jak niemal dwa lata zwykłej pracy. Protesty reszty społeczeństwa być może doprowadzą do zmiany ustawy emerytur górniczych, póki co jest po staremu.